Wyrwa po Radoviciu jest jak lej po bombie

Trener Berg może przez chwilę psychicznie odpocząć. Już nad nim zaczynały krążyć kruki i wrony, ale awans Legii do półfinału Pucharu Polski mocno stonuje głosy domagające się zwolnienia Norwega. Nawet jeśli Legia zwyciężyła dopiero w karnych i stylem gry nie zachwyciła.

Miroslav Radović
Miroslav Radović (Foto: Newspix (pulsstock: 5acb3e45))

Gratulując Legii sukcesu, nie można przejść obojętnie obok tego, jak ten zespół na dzisiaj wygląda. A przecież początek rundy wiosennej to miał być dla drużyny Heninga Berga szczyt formy, bo warszawianie zamierzali o tej porze roku pokazywać się w Europie.

Ale właśnie teraz – po tym pucharowym meczu ze Śląskiem – widać, że Legia na wiosnę nie jest przygotowana na grę na poziomie Ligi Europy. Tylko jedno zwycięstwo wiosną (wczorajszego w karnych nie liczę) dobitnie pokazuje, że marzenia o przejściu Ajaksu to było zwykłe „chciejstwo”, a opowieści o zagraniu w finale Ligi Europy w Warszawie to mrzonki, żeby nie powiedzieć bajki.

Nie można skutecznie rywalizować w Europie, jeśli Legii – nawet w starciach z krajowymi przeciwnikami – brakuje piłkarskiej jakości. Odejście Miro Radovica jest nie tylko wielką wyrwą w drużynie. Brak Serba to wręcz lej po bombie. Na razie Berg nie znalazł sposobu by przywrócić Legii równowagę, mimo że do zespołu wrócił Ondrej Duda, piłkarz który ma to samo „magiczne dotknięcie” piłki, co „Rado”.

W czwartek – gdy za karki nie mogli zagrać Ivica Vrdoljak i Kuba Rzeźniczak – Legia miała duże problemy. Dossa Junior jest nadal tykającą bombą, a Michała Masłowski (świetny zawodnik, ale dopiero wraca do pełnej dyspozycji po długotrwałej kontuzji) Berg musiał trzymać na boisku przez pełne dwie godziny! Z biedy, jaką miał na ławce pośród zawodników ofensywnych. A przecież Legia chciała na wiosnę grać na trzech frontach!

Explore more:  Karol Kłos przedłużył kontrakt z PGE Skrą Bełchatów

W czwartkowy wieczór na Łazienkowskiej to Śląsk długimi fragmentami gry sprawiał wrażenie drużyny lepszej piłkarsko, która robi groźniejsze akcje, która dominuje na boisku. Wielkie ukłony dla trenera Tadeusza Pawłowskiego, bo widać wyraźnie, że wprowadził do Śląska jakość, że odcisnął na drużynie swoją dłoń. Zespół z Wrocławia potrafi grać i miło się go ogląda. A pamiętajmy, że ta drużyna właśnie straciła swojego kapitana i lidera Sebastiana Milę. Tej wyrwy w ogóle nie widać. To wręcz zaskakujące jak szybko trenerowi Pawłowskiemu udało się znaleźć nowe rozwiązania na organizację gry w środku pola. Peter Grajciar i Mateusz Machaj są w swoich poczynaniach bardzo odważni, nie boją się grać do przodu i robią to skutecznie. Tym razem zagrali obok siebie (pomimo wielu opinii, że to wariant ryzykowny, bo zbyt ofensywny) i wyglądało to naprawdę dobrze.

Legia jest już w półfinale rozgrywek i czeka na zwycięzcę pary Piast Gliwice – Podbeskidzie. Zważywszy na to, że Lech Poznań wygrał pierwsze spotkanie ze Zniczem i to w Pruszkowie aż 5:1, a w półfinale na zespół Macieja Skorży czekają Błękitni Stargard Szczeciński lub Cracovia (w pierwszym meczu 2:0 dla drugoligowców) – a więc niżej notowani rywale – finał Pucharu Polski: Legia – Lech jest nadal możliwy.

Pod względem sportowym trudno wyobrazić sobie lepszy rarytas na sam deser. Pod względem organizacyjnym to znowu wyzwanie.

Co prawda nie wierzę, że na Narodowym mogłoby dojść do takich burd chuliganów jak w pamiętnym finale Legia – Lech w Bydgoszczy w 2011 albo w 1980 roku w Częstochowie, ale władze stolicy lubią dmuchać na zimne i już nie raz udowodniły, że mecze wysokiego ryzyka nie są w mieście miło widziane.

Explore more:  Sampdoria – Udinese. Transmisja meczu w tv oraz online w Internecie live stream. Gdzie oglądać?

Drodzy panowie decydenci! 2 maja, w środku tzw. Majówki Warszawa jest pusta, jak w czasach gdy spodziewano się zamieszek z udziałem alterglobalistów i deskami zabezpieczano witryny sklepów w centrum. Nic prostszego tylko udowodnić, że w tak komfortowych warunkach policja jest w stanie poradzić sobie lepiej i skuteczniej niż w czasie zadym na Święto Niepodległości 11 listopada. Zadym, których kulminacja w ubiegłym roku też zresztą miała miejsce pod Stadionem Narodowym.

Finał Legia – Lech to jest dla służb odpowiadających za bezpieczeństwo wyzwanie. Piłka nożna jest nieprzewidywalna i do takiego meczu wcale może nie dojść, bo zespoły z Warszawy i Poznania grają na tyle nierówno, że są w stanie się potknąć z niżej notowanymi rywalami.

A jednak decydenci ze stolicy – od czwartku wieczorem, gdy Legia wyeliminowała Śląsk – taki scenariusz muszą rozpatrywać jako prawdopodobny. Nie chcę słyszeć, że urzędnicy miejscy mają jakieś wątpliwości, że straż pożarna znów wykryła jakieś nieprawidłowości w systemie antypożarowym, a policja ma jakieś kłopoty z komunikacją na podziemnych parkingach.

Ten stadion przez okrągły rok gości ludzi na koncertach, meczach, wystawach, targach itd. A jest to stadion piłkarski i z powodu piłkarskich mistrzostw Europy 2012 został zbudowany.

Tym razem nie może być nawet „jęknięcia” ze strony żadnej instytucji, że skład finału jest meczem wysokiego ryzyka i coś tam, coś tam…

Niecały miesiąc później na tym samym obiekcie zostanie rozegrany finał Ligi Europy. Nikt nie zagwarantuje, że 27 maja do Warszawy przyjadą zaprzyjaźnione grupy kibiców, składające się z głównie z działaczek Armii Zbawienia i emerytów, dla których ważniejsze będzie zjedzenie na Narodowym hot-dogów – kupionych po wyjątkowo dla nich atrakcyjnych cenach – niż walka na trybunach o dominację swojej drużyny. Finał Ligi Europy to dla Warszawy też wyzwanie. Finał Pucharu Polski z udziałem Lecha i Legii (nie odbierając póki co szans także innym drużynom) będzie doskonałym przetarciem i testem na gotowość.

Explore more:  Energa Basket Liga - nasi kandydaci do konkursu wsadów i konkursu trójek

Niekoniecznie bojową.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Data utworzenia:.

6 marca 2015, 18:00.