Wimbledon: Elżbietańskie wymówki

Tenis.

Królowej Elżbiety II nie było na Wimbledonie od trzydziestu trzech lat. Po długiej nieobecności pojawi się na turnieju 24 czerwca, bardzo możliwe, że na meczu Andy’ego Murraya.

20 czerwca 2010, 18:36..

| Aktualizacja 20 czerwca 2010, 18:36…

Czy pomoże mu wywalczyć tytuł, na który wyspiarze czekają od 1936 roku? Śmiemy wątpić…

W monarszej rodzinie tenis na pewno nie jest w tej chwili sportem numer 1. Dziesięć kilometrów, które dzieli Buckingham Palace od trawników przy Church Road, to dla rowerzysty pół godziny spokojnej jazdy. Dla bentleya Elżbiety II – nieco ponad kwadrans. Ten dystans okazał się jednak nie do pokonania przez ponad trzy dekady, nawet wtedy, gdy olbrzymią szansę na mistrzostwo miał Tim Henman. W All England Lawn Tennis Clubie czekano i czekano, ale królowa ostatecznie zawsze miała ważniejsze sprawy na głowie. W zeszłym roku wykpiła się listem do Murraya po jego zwycięstwie w Queen’s Clubie, na ostatnim poligonie przed londyńskim Wielkim Szlemem.

– Jeśli Andy zagra w finale Wimbledonu, królowa na pewno przyjedzie – napisał wtedy dobrze poinformowany „Daily Express”. Nie zagrał, więc i alarm odwołano. Przed wojną król Jerzy V zachowywał się zupełnie inaczej. On swych wizyt absolutnie nie uzależniał od wyników gospodarzy.

Wnuki tak, ona nie.

Serwisy, woleje i forhendy zdecydowanie bardziej doceniają wnuki Elżbiety II: książęta William i Harry. Młodsi, wykształceni, lepiej orientujący się w problemach współczesnej rywalizacji. Ważnym punktem styczniowej podróży tego pierwszego do Australii stał się niespodziewanie… Melbourne Park. – Cały tenisowy świat dziękuje ci za tę wizytę – meldował Williamowi uśmiechnięty Roger Federer. Specjalny gość przyniósł mu szczęście. Pojawił się na trybunach podczas jego pojedynku z Victorem Hanescu i nieco później Szwajcar wygrał cały turniej. „Prince a fan of king Federer” – krzyczał z pierwszej strony „The Sun”. Nie ma chyba wątpliwości, komu książę będzie kibicował na przełomie czerwca i lipca.

Explore more:  Oni marnują kasę właściciela Cracovii

William już w dzieciństwie polubił tenis. W wieku 13 lat razem z mamą, księżną Dianą, uczestniczył w rodzinnych zawodach w Ludgrove, a ostatnio regularnie grywa ze swą przyjaciółką Kate Middleton. Również jego młodszy brat Harry chętnie sięga po rakietę. Podczas wakacji na Barbadosie zmobilizował do wysiłku samego Jeremy’ego Clarksona! A to wcale nie takie proste, bo prezenter znany z programu „Top Gear” ma brzuch jak bęben, kopci papierosy i przy każdej okazji powtarza, że „do biegania mógłby go zmusić tylko rozwścieczony grizzly”.

Korepetycje u Beckera.

Elżbieta II do sportu ma podobne podejście jak słynny motoryzacyjny dziennikarz. O tenisie zawodowym nie wie praktycznie nic. W czasie swego panowania najsłynniejsze korty świata odwiedzała raptem trzy razy: w 1957, 1962 i 1977 roku. – Od jej ostatniej wizyty obiekt bardzo się zmienił, mamy dach i wiele udogodnień dla zawodników oraz kibiców. Tylko loża królewska ciągle jest ta sama – uśmiecha się szef AELTC Tim Phillips. Bardzo możliwe, że o tym sędziwa monarchini też nie ma bladego pojęcia. Jej mąż, książę Filip, zagadnięty w jednym z wywiadów, czy w pałacu ogląda się Sky Sports, odpowiedział szczerze: – Nie wiem, naprawdę nie wiem. Do tej pory nie sprawdzałem.

Przed przyjazdem na turniej królowej przydałyby się więc tenisowe korepetycje. W roli nauczyciela mógłby wystąpić na przykład Boris Becker, którego w tym sezonie wyznaczono do kontaktu z kibicami. Tuż przed imprezą miał się z nimi dzielić wiedzą podczas interaktywnej akcji internetowej. O co mogłaby go pytać królowa? Nie tylko o białe, eleganckie stroje, lecz również o sprawy zdecydowanie bardziej przyziemne. Na przykład o zakazy, bo wizerunek najstarszego turnieju Wielkiego Szlema w znacznym stopniu budują właśnie one. Wiemy już na pewno, że po ubiegłorocznym skandalu samochody nie będą parkować na pobliskim cmentarzu. Widok luksusowych BMW i land-roverów zatrzymujących się na grobach (cena za miejsce- 20 funtów) szokował nawet tych najbardziej odpornych. Wiadomo również, że na telebimach wyspiarze nie zobaczą migawek z trwających równolegle w Republice Południowej Afryki mistrzostw świata w piłce nożnej. – Postanowiliśmy tak, bo tenisistom należy się szacunek. Jeżeli ktoś zamierza śledzić mundial, niech jedzie do RPA albo zostanie w domu i włączy telewizor – mówią organizatorzy. Ciekawe, czy czerwone światło dostanie również Becker, który jak zwykle zamierza łączyć pracę komentatorską z kibicowaniem reprezentacji Niemiec.

Explore more:  Padakin: Dobrze wykonaliśmy pracę w ataku

Deser na osłodę.

W tym roku pojawi się też kilka nowinek. Wimbledon zyskał oficjalnego poetę (Matt Harvey), który przez dwa tygodnie ma sławić mistrzów i wszystko, co robią. O 25 pensów zdrożały truskawki. Będą teraz kosztować dwa i pół funta, czyli ponad 12 złotych. – You cannot be serious – pieklą się Brytyjczycy, cytując Johna McEnroe. Tylko Marion Regan, od dwudziestu lat dostarczająca owoce z plantacji w Maidstone, może być z wyższych cen zadowolona.

– Płacicie za jakość – wyjaśnia.

Elżbieta II pewnie skosztuje firmowego wimbledońskiego deseru. Kto wie, może osłodzi jej kolejną klęskę Murraya. Bo po tym, co pokazuje ostatnio Szkot z Dunblane, chyba nikt nie wierzy w jego pierwszą wielkoszlemową wiktorię. On na pewno, w przeciwieństwie do truskawek, nie jest teraz towarem najwyższej jakości…

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Źródło:PrzegladSportowy.Pl.

Data utworzenia:.

20 czerwca 2010, 18:36..

Dziennikarz Przeglądu Sportowego.

Dziennikarz Przeglądu Sportowego.