Tradycja najważniejsza. Babcia Helcia i drink, czyli trening

Ekstraliga.

Atmosfera to w minionym sezonie był jeden z największych atutów zespołu ROW-u Rybnik. Patrząc na wzajemne relacje rybnickich żużlowców, trudno nie oprzeć się wrażeniu, że w przyszłym roku nic w tej kwestii się nie zmieni. Podczas spotkania opłatkowego zawodnicy zdradzili jak u nich w domach wyglądają święta Bożego Narodzenia. Śmiechu nie brakowało.

24 grudnia 2016, 10:00..

| Aktualizacja 24 grudnia 2016, 09:16.

Tradycja najważniejsza. Babcia Helcia i drink, czyli trening
Tradycja najważniejsza. Babcia Helcia i drink, czyli trening (Foto: własne)

Zaczął Kacper Woryna: – 12 potraw, choinka, prezenty, opłatek. Śpiewania kolęd jako tako nie ma. Pasterka od czasu też się trafi. Raz się wybrałem. Polecam. W pierwszy dzień świąt idziemy na rodzinny obiad do babci Helci, na drugi dzień wybieramy się do drugiej babci. Zatem tradycyjne polskie, rodzinne, święta, bez wydziwiania – zdradził.

– Cóż ja mogę powiedzieć? U mnie podobnie jak u Kacpra – stwierdził Rafał Szombierski.

– Też wybierasz się do babci Helci? – Zaciekawił się prezes ROW-u, Krzysztof Mrozek, a sala wybuchła śmiechem.

– Mama jest Hela – nie stracił animuszu “Szumina” i kontynuował. – Siadamy do stołu, jemy kolację, rozpakowujemy prezenty. Potem jakiś drink.

– Co? Chyba trening – zauważył Mrozek.

– Trening to na drugi dzień, żeby wypocić – z szelmowskim uśmiechem na ustach odparł Szombierski.

Potem o swojej Wigilii opowiedział były już trener rybniczan Piotr Żyto. – W Opolu podobnie jak na Śląsku. Staropolskie dania: karp, barszcz z uszkami, pierogi. Nic nowego – odparł.

Explore more:  Kwalifikacje to za mało! Dawid Kubacki nie powtórzył sukcesu!

– U mnie też tradycyjnie. Wigilia w rodzinnym gronie, z babcią i dziadkiem. Spać się kładę późno, dopiero po 1:00, po pasterce – dodał Robert Chmiel.

Na koniec przyszła pora na wychowanków leszczyńskiej Unii: Tobiasza Musielaka i Damiana Balińskiego: U mnie, podobnie jak u Tobiasza bo jesteśmy z jednego regionu, wszystko wygląda bardzo tradycyjnie. Smakoszem jakimś specjalnym nie jestem. Ważne, żeby na stole znalazły się najprostsze dania. Jakieś makiełki….

– Co? – Zareagowała cała sala. – Jakie makiełki, chyba makówki – poprawiła żużlowca roześmiana sala.

Baliński jednak się nie pomylił. Po raz kolejny wyszła bowiem drobna różnica kulturowa między Wielkopolską, a Śląskiem. W tej pierwszej wigilijną potrawą są makiełki, czyli kluski lub makaron z makiem, a na Śląsku makówki, czyli słodka potrawa z mielonego maku, bakalii i pieczywa z dodatkiem miodu i mleka.

– Najważniejsze żeby te święta spędzić spokojnie, w rodzinnej atmosferze, żeby wszystkie sprawy, które utrudniają życie zostawić poza naszymi głowami – podsumował Baliński, który powoli łapie już śląską gwarę i zapewnił, że wkrótce przywiezie prezesowi Mrozkowi z Leszna obiecane “kreple” (po polsku – pączki).

Na koniec zapraszamy do obejrzenia życzeń świątecznych przygotowanych przez żużlowców ROW-u:.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Źródło:PrzegladSportowy.Pl.

Data utworzenia:.

24 grudnia 2016, 10:00..

Dziennikarz Przeglądu Sportowego Onet.

Dziennikarz Przeglądu Sportowego Onet.