Rosyjski kurs Stelmetu, czyli jak dobrze zarobić na Lidze VTB

Europejskie puchary.

Czy Stelmetowi za grę z Rosjanami zapłacą Włosi i Szwajcarzy? Klub z Zielonej Góry szuka sponsorów na nowych rynkach.

Stelmet
Stelmet (Foto: PAP)

W poniedziałek Stelmet Enea BC Zielona Góra zagra u siebie z CSKA Moskwa w Lidze VTB, co zresztą stara się promować, jako mecz sezonu. CSKA to wielka klasa sportowa, lecz nie tylko to ma ogromne znaczenie dla szefostwa klubu z Zielonej Góry. Mecz jest prestiżowy, bo Stelmet wyraźnie obrał kierunek… Na Wschód, bo tam chce szukać dla siebie nowych możliwości pozyskania pieniędzy.

– U nas wciąż jeszcze pokutuje przekonanie, że biznes w Rosji wiąże się z bandyckimi klimatami, że na początek z facetami o grubych karkach trzeba wypić niewiadomo ile gorzały, a potem i tak przyjdzie mafia, której trzeba się opłacać. To niezwykle mylne wyobrażenie – mówi Janusz Jasiński, który kilka dni temu w Związku Przedsiębiorców Polskich zorganizował spotkanie, gdzie zachęcał krajowe firmy do… Reklamowania się w Rosji poprzez koszykówkę. – Gdy weźmie się pod uwagę, że Liga VTB, z racji swojego ponadnarodowego charakteru, funkcjonuje na rynku, gdzie jest około 300 milionów ludzi, to chyba warto pomyśleć o jakimś sposobie dotarcia do nich. Rosja, oczywiście jest tam najważniejsza, ale to także Kazachstan, Łotwa, Estonia, Białoruś – mówi szef klubu koszykarskiego z Zielonej Góry.

Dalszy ciąg materiału pod wideo.

Explore more:  łyżwiarstwo

Co ciekawe jak do tej pory realnie udało mu się taką ofertą zainteresować dwa podmioty – jeden z Włoch, drugi ze Szwajcarii, w kraju idzie to jakoś oporniej. Gdyby jednak zainteresowanie przerodziło się w konkrety to dojdzie do ciekawie wyglądającej sytuacji – Włosi i Szwajcarzy zapłacą Polakom za grę w Rosji…

Na razie, dzięki występom w Lidze VTB, pieniądze na koszykówki do Zielonej Góry przyjdą właśnie z Rosji. – Te rozgrywki mają bardzo złożony, jednak interesujący system premiowania. W tej chwili trudno szacować, ile konkretnie dostaniemy pieniędzy, bo trzeba wziąć pod uwagę, że są premie za lokatę na koniec rundy zasadniczej, za frekwencję na trybunach i jest także premia dla najbardziej efektywnych w wydawaniu pieniędzy. To znaczy, ile punktów klubowi uda się uzyskać za jedno wydane euro, no może raczej milion euro – tłumaczy Jasiński.

Co do tego, że jego klub zarobi na rosyjskiej przygodzie nie ma wątpliwości. – Po stronie wydatków mamy jedenaście podróży na wschód. Na każdą z nich trzeba liczyć około 40 tysięcy złotych, a po stronie wpływów są wpływy z biletów, ale przede wszystkim wspominane premie. W poprzednim sezonie VEF Ryga uplasował się na 8. Miejscu i wpłynęło do niego 300 tysięcy euro. Liczymy, że u nas będzie podobnie – mówi Jasiński, który pytany, czy mecz z CSKA cieszy się zadowalającym go zainteresowanie ze strony kibiców, odpowiada: – Trzeba jednak przyznać, że to nie to samo, co Barcelona. Gdy z nią graliśmy to kibice przyszli nawet… Widać rywala na lotnisku, a skali zainteresowania nie umniejsza nawet to, że niektórzy spodziewali się zobaczyć Messiego – uśmiecha się szef klubu. – Tutaj klasa sportowa jest wyższa, ale jednak magia nazwy mniejsza – dodaje.

Explore more:  Sadlok przyznaje: Smuda czyni cuda

W tej chwili, po rozegraniu 17 spotkań Stelmet jest na 12. Miejscu – w liczących 14 ekip rozgrywkach – wyprzedza Parmę Perm i Tsmoki Mińsk, tuż przed nim plasują się VEF Ryga i Jenisej Kransnojarsk. – W marcu rozegramy jeszcze pięć spotkań Ligi VTB – trzy na własnym boisku i dwa wyjazdowe. Przy tych najdalszych wyjazdach na Wschód, na skutek różnicy czasów, trochę godzin tracimy, więc musimy często musimy latach nie dzień, lecz dwa dni przed meczem. Za to „odbieramy’ ten czas wracając do Polski. Klubom ze Wschodu przyjemnie się do nas przyjeżdża, bo na tych wyprawach zyskują czasowo – wyjaśnia.

Stelmet ostatnio grał z VEF Ryga i przegrał u siebie 78:92. Spotkanie było debiutem dla dwóch, nowych amerykańskich koszykarzy w drużynie, którzy do Zielonej Góry przenieśli się z Parmy Perm. Kodi Justice i Michael Humphrey zagrali już także w krajowej ekstraklasie w przegranym meczu w Gdyni z Arką. Na razie nie widać po nich, żeby byli postaciami, które z miejsca mogą zawojować Energa Basket Ligę, jednak w żadnym wypadku transferów tych dwóch, młodych jeszcze koszykarzy, nie należy traktować jako przypadkowe. Stelmet pozyskał ich z rosyjskiego klubu, co pokazuje, że chce współpracować w sprawach kadrowych z rosyjskimi ekipami. Wizja takiej współpracy wiązała się także z tym, że zielonogórzanie mieli nadzieję, iż w ostatnim czasie uda się im pozyskać Dee Bosta. Ten bardzo dobrze znany w naszej lidze zawodnik, który występował w Stelmecie w sezonie 2015/16 i został MVP finałów. – Myśleliśmy o jego zatrudnieniu właśnie teraz, jednak okazało się, że BC Chimki puściły go do AS Monaco – przyznaje Jasiński.

Żartem, trochę złośliwym, byłoby stwierdzenie, że Stelmet musi szukać pieniędzy… Przede wszystkim na spłatę zawodników, z którymi przegrał sprawy przed Trybunałem Arbitrażowym. Jednak Jasiński odnosi się do tego, zupełnie poważnie. – W takich sytuacjach pieniądze trzeba przeznaczać na… Dobrych prawników. Przegraliśmy takie sprawy, które wydawały się nam nie do przegrania. Na przykład z Chevonem Troutmanem, z którym rozwiązaliśmy kontrakt po tym, jak po alkoholu uciekał samochodem przed policją, a potem bił się ze stróżami prawa! Tymczasem on wygrał od nas pieniądze – kręci głową Jasiński. – Teraz jesteśmy ostrożniejsi i lepiej na takie sytuacje przygotowani. A pieniędzy szukamy, bo chcemy być klubem, który będzie, w pewnym sensie, nadawał ton podnoszeniu poziomu finansowemu ligi. W tej chwili, co widać po sytuacji w tabeli, jest w Polsce pięć ekip, które moim zdaniem są w stanie zbliżyć się do wydania 10 milionów złotych rocznie. Tyle tylko, że Europa idzie mocno do przodu. 10 milionów to jest mniej niż podstawowy budżet w Niemczech. Większe możliwości mają najlepsze ekipy z Łotwy, Estoni i Czech, a gonić zaczynają nas Węgrzy. Musimy, jako liga, wykonać kolejny skok do przodu. Inaczej ambicje coraz mocniej będą się nam rozjeżdżać z możliwościami. To już widać po tym, ile jest miejsc dla Polski w Champions League, ile w EuroCupie, a przecież jeśli ktoś z naszej ligi decyduje się na grę Europie, to chciałby właśnie takich rozgrywek, nie tych słabszych – kończy Jasiński.

Explore more:  memphis tigers football

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Data utworzenia:.

9 marca 2019, 16:44.

Dziennikarz Przeglądu Sportowego.

Dziennikarz Przeglądu Sportowego.