“Ósmy Dzień Tygodnia”: miłość, zdrada, pieniądze. Rusza najlepsza liga świata

Jeśli ktoś chciałby nakręcić reklamę Premier League, nie musiałby się specjalnie wysilać – wystarczy pokazać ostatnie sekundy poprzedniego sezonu. Granica między triumfem a porażką jest czasem bardzo mała. Gol Sergio Aguero, którego Argentyńczyk strzelił w meczu z Queens Park Rangers, pieczętując tytuł dla Manchesteru City w 94. Minucie, był jednym z najbardziej ekscytujących momentów w historii rozgrywek o mistrzostwo Anglii. Ale o tym trzeba zapomnieć. Dziś startuje kolejny sezon. Emocji ma być jeszcze więcej.

Robin Van Persie
Robin Van Persie (Foto: Onet)

Dla prawdziwego fana Premier League takie imprezy jak igrzyska czy mistrzostwa Europy mogłyby nie istnieć. To tylko bolesny czas oczekiwania. Prawdziwy kibic Premier League planuje wakacje pod start ligi. Właściwie Premier League nie musi grać, by budzić w kibicach wielkie emocje. Okres transferów bywa czasem równie ekscytując, jak same mecze. Najlepszy przykład to saga z udziałem Robina van Persiego. Holender, który w ostatnich latach konsekwentnie budował swoją legendę w Arsenalu, niespodziewanie przeniósł się do Manchesteru United.

Takie transfery są rzadkością, a RVP, jak nazywają króla strzelców poprzedniego sezonu kibice na Wyspach Brytyjskich, na jednym stadionie będzie miał od dziś wyjątkowo ciężkie życie – właśnie na The Emirates, gdzie przecież fani tak często wywieszali transparent: “Nie potrzebujemy Batmana, mamy Robina”. Ale Robin odleciał.

Premier League to nie zawsze zdrada, to czasem wielkie miłości – są przecież piłkarze, którzy nie dają się skusić coraz większymi tygodniówkami u innych, tworząc legendy na własnym podwórku, jak Steven Gerrard w Liverpoolu, czy John Terry i Frank Lampard w Chelsea, ale są też tacy, jak Van Persie. Kibice Arsenalu mówią o nim “zdrajca”, ale przecież Holendra do zmian pchała chęć zdobycia jakiegoś trofeum. Kanonierzy w ostatnich latach mają z tym wielki problem. Jednak w przypadku kibica Premier League, podobnie zresztą, jak każdego fanatyka futbolu, obiektywizm to słowo wykreślone ze słownika.

Kupienie Van Persiego za blisko 24 miliony funtów to dla Manchesteru United bardzo istotna sprawa, nie tylko ze względów czysto sportowych. Transferowy szał, jaki ogarnia Anglię każdego lata, a w mniejszym wymiarze także zimę, jest świetną okazją do zbudowania swojej przewagi psychologicznej nad głównymi rywalami w wyścigu po tytuł. Sir Alex Ferguson doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że Manchester City ma w ręku wszystkie atuty, by obronić mistrzostwo. Silny, stabilny skład. Menedżera, który przetrwał burzę, kiedy walczył o utrzymanie posady i gasił pożary związane z krnąbrnymi gwiazdami. Jeśli The Citizens mieli w poprzednim sezonie coś wyraźnie lepszego od United, to bez wahania możemy wskazać linię ofensywną. Czerwone Diabły są zależne głównie od formy Wayne’a Rooneya, którego wspomagali Meksykanin Javier Hernandez i młody Anglik Danny Welbeck (cudowny gol ze Szwecją na Euro 2012). Natomiast City mieli kłopoty bogactwa. Sergio Aguero stał się u Roberto Mancinego pewniakiem, natomiast o pozycję napastnika numer dwa musieli walczyć Edin Dżeko i Mario Balotelli, a w końcówce sezonu do zespołu dołączył Carlos Tevez, który przez pół roku był w konflikcie z trenerem i nie grał w klubie z niebieskiej części Manchesteru. City mają tak mocny atak, że Mancini nie widzi miejsca dla znakomitego przecież napastnika Emmanuela Adebayora. – Przykro mi, ale on u nas nie będzie grał – skwitował Włoch.

Explore more:  Brak mistrzostwa utrudni życie Realowi Madryt w Lidze Mistrzów

Robin van Persie ma zatem być tym czynnikiem, który zrobi różnicę w walce o tytuł. Tyle że dwójkę głównych zainteresowanych może pogodzić ktoś inny. To Chelsea, na którą Roman Abramowicz znów wydaje pieniądze, jak szalony. Drużyna Roberto Di Matteo, który miał być jedynie tymczasowym szkoleniowcem po Andre Villasie-Boasie, nieoczekiwanie wygrała Ligę Mistrzów, co przed nowym sezonem doda jej wielkiej pewności siebie. Co prawda The Blues nie wyglądali rewelacyjnie w ostatnich meczach przygotowawczych, ale to akurat nie musi mieć znaczenia.

Jest kilka pytań, które przeciętny kibic Premier League zadaje sobie dzisiaj najczęściej. Czy Villas-Boas, który okazał się niewypałem w Chelsea, odpali w Tottenhamie? Czy Brendan Rodgers, pod wodzą którego tak pięknie grała walijska Swansea, udźwignie presję pracy w Liverpoolu i okaże się tym trenerem, który natchnie The Reds do wielkich czynów? Czy Newcastle United pod wodzą Alana Pardew jest w stanie powtórzyć wyczyn z poprzedniego sezonu, kiedy to Sroki do samego końca biły się o grę w Lidze Mistrzów? Czy Michael Laudrup wymyśli coś, by Swansea grała nadal widowiskowy futbol? Czy Fernando Torres wreszcie zagra świetny sezon? Czy, wreszcie, któryś z beniaminków – West Ham, Reading lub Southampton, będzie w stanie rozkochać w sobie światową widownię?

Światową, bo przecież Premier League to globalna maszyna do zarabiania pieniędzy. CNN podała niedawno informację, że najwyższa klasa rozgrywkowa w Anglii to wciąż najbardziej dochodowa liga piłkarska w Europie. Ostatnie dane, za sezon 2011/2012, pokazały, że dochody PL wzrosły o 12 procent i wyniosły 2,3 miliarda funtów. W ciemno możemy zakładać, że kolejna kampania to kolejny wzrost, a następna – jeszcze większy. Nawet ekonomiści dziwią się, że w czasie szalejącego kryzysu, można zarabiać. Tyczy się to szczególnie czołowych klubów z Anglii. Z pewnością PL ma swój znaczący wkład w angielską gospodarkę. Zresztą, pieniądze, o których mowa, to przecież nie tylko zarabianie, ale i wydawanie na potęgę. Dość powiedzieć, że aż 80 procent wspomnianych dochodów, a więc ponad 1,5 miliarda funtów, przeznaczonych zostało na pensje dla piłkarzy.

Są jednak kanały, którymi uciekają miliony. Chodzi o transmisje telewizyjne. Jedną z większych bolączek Premier League są fani, którzy oglądają mecze w sieci, korzystając z kanałów internetowych, ordynarnie kradnących sygnał, za który legalny nadawca musiał zapłacić krocie. Prawa do transmisji najlepszej ligi świata, to naprawdę wielkie pieniądze. Wystarczy wspomnieć, że Sky płaci w Anglii za te prawa, bagatela, 760 mln funtów rocznie. Władze ligi zatrudniły więc specjalną jednostkę, która ma wyłączać nielegalne transmisje w internecie. W poprzednim sezonie miała ona postawiony cel: wyeliminować 80 procent takich połączeń. Według BBC udało się przerwać 30 000 transmisji. Niewiele. Wciąż mnóstwo pieniędzy ucieka, bo przecież Sky, a także inne stacje, które transmitują ligę angielską, zarabiają na sprzedaży dekoderów i abonamentów. Nowy sezon ma być początkiem nowej walki z piratami. Walki na razie chyba skazanej na niepowodzenie – konstrukcja prawa, a także fakt, iż wiele stron ma serwery w dziwnych zakątkach świata, sprawiają, że wyeliminowanie nielegalnych podglądaczy będzie niezwykle trudne.

Explore more:  Zagłębie - Lechia 2:0. Tylko wrażenie

Kupię, sprzedam, wymienię.

Premier League to be zwątpienia największe, najbardziej spektakularne i czasem też, niestety, najbardziej przepłacone transfery. Kto wydawał latem najwięcej i najrozsądniej, a kto trzymał się za kieszeń? O dziwo na rynku poszalał Arsenal. Arsene Wenger, znany z węża w kieszeni i polityki raczej defensywnej, jeśli chodzi o wydawanie, nie taktykę, rzecz jasna, tym razem pozwolił sobie na “spending spree”, jak mawiają Anglicy. Jego zamiary są jednak oczywiste – skoro wiedział, że Van Persie może odejść, musiał w jakiś sposób złagodzić ten ból u kibiców The Gunners. Nie są to jednak byle jakie zakupy. Oliver Giroud, Lukas Podolski i Santi Cazorla mogą znacznie podnieść jakość gry Arsenalu.

Grę lokalnego rywala, triumfatora ubiegłorocznej edycji Ligi Mistrzów, czyli Chelsea, mają poprawić dwaj zawodnicy – Belg Eden Hazard, sprowadzony z Lille i Brazylijczyk Oscar. The Blues wydali najwięcej ze wszystkich klubów PL w letnim oknie transferowym – ponad 60 mln funtów, a od czasu, kiedy powstała Premier League, a więc od roku 1992, na Stamford Bridge wydano już ponad 800 mln funtów, z czego większość, rzecz jasna, w erze Romana Abramowicza.

Inne ciekawe transfery? Joe Allen, który podążył za swoim trenerem Brendanem Rodgersem do Liverpoolu. Filigranowy zawodnik, obdarzony przyspieszeniem, dryblingiem i strzałem, ma być ciekawą alternatywą dla ociężałej artylerii. Suarez wreszcie będzie grał z kimś, kto biega na podobnych obrotach.

Tottenham kupił Belga Jana Vertonghena z Ajaksu Amsterdam, a także pozyskał świetnego technika ze Swansea, Gylfiego Sigurdssona, obdarzonego chyba najlepszym strzałem “z miejsca”. Wygląda to kosmicznie – przyłożenie stopy, lob i piłka lądująca w długim, górnym rogu bramki.

Manchester City na razie nie szalał – Jack Rodwell z Evertonu będzie musiał ciężko popracować, żeby przebić się do składu Roberto Manciniego, ale przynajmniej nie kupili go United, którzy mieli ochotę na tego zawodnika od kilku sezonów. Manchester United będzie miał nutkę Borussii Dortmund, ale nie kupił, jak to pisały polskie media, Roberta Lewandowskiego, a Shinjiego Kagawę.

Od kilku lat trwa dyskusja – która liga jest lepsza: hiszpańska czy angielska? Fani tej pierwszej wyśmiewali Anglików za osiągnięcia ich klubów w Europie, ale ten chichot nieco przycichł w poprzednim sezonie, kiedy Chelsea w półfinale wyrzuciła Barcelonę z Ligi Mistrzów, by potem ją wygrać. Zagorzali fanatycy PL szczycą się najczęściej tym, że w ich ukochanej lidze wszystko jest możliwe, a o tytuł nie walczą tylko dwa zespoły. Że każdy może pokonać każdego. Ale tak naprawdę w przypadku Premier League chodzi o coś więcej. Coś nienamacalnego. Coś co decyduje, że właśnie PL jest fenomenem, do jakiego innym ligom trudno się nawet zbliżyć. W głowach starszych kibiców w naszym kraju liga angielska funkcjonuje jako coś nieosiągalnego, a w Polsce zyskała popularność, kiedy zaczęto przyjmować na nią zakłady w totalizatorze. Wówczas jednak śledzenie rozgrywek było mocno utrudnione – opierało się jedynie na przekazach prasowych i radiowych komunikatach. Młodsi widzowie mają łatwiej, bo zakochali się w obrazku, tak jak człowiek zakochuje się w pierwszej dziewczynie. Obrazku kolorowym, atrakcyjnym, podanym w formacie HD, w zbliżeniach, które pokazują każdy nerw na twarzy piłkarza, każdą nutę emocji. Żadna inna liga na świecie nie jest w ten sposób realizowana.

Explore more:  Lavard partnerem Tour de Pologne

Sędziom pomoże technologia.

Oczywiście, poprzedni sezon PL pokazał, że i tam nie wszystko jest doskonałe, a do gloryfikacji absolutnej jeszcze daleka droga. Mieliśmy kilka nieprzyjemnych incydentów na tle rasistowskim, jak ten pomiędzy Luisem Suarezem z Liverpoolu a Patrice’m Evrą z Manchesteru United. Potem zaś powtórkę w duecie John Terry – Anton Ferdinand. Byliśmy świadkami kilku katastrofalnych decyzji sędziowskich, zwłaszcza dotyczących spalonych. W nowej kampanii arbitrzy będą mieć nieco ułatwione zadanie. Premier League decyduje się na testowe wprowadzenie technologii goal-line, która wkrótce zagości pewnie na innych stadionach (na razie broni się przed nią Liga Mistrzów). Chodzi o to, by uniknąć sytuacji, w których nie wiadomo, czy piłka przekroczyła linię bramkową, czy też nie.

Premier League to spory odsetek “nurków”, a więc piłkarzy, którzy próbują wymusić na sędziach faule. Królem tego typu zachowań, szczególnie w okolicach pola karnego, jest Ashley Young. W nowym sezonie czeka go ciężkie życie u arbitrów.

To jednak tylko małe rysy, które nie są w stanie sprawić, że ktoś porzuci oglądanie Premier League. Dlaczego jeszcze warto oglądać w tym sezonie mecze w Anglii? Koledzy z Daily Mail podpowiadają. No to, rozwijając ich przemyślenia: bo kiedy twoja reprezentacja zawodzi w wielkim turnieju, zawsze zostaje ukochana drużyna ligowa. Bo wreszcie skończą się nudne mecze przedsezonowe, w których nikomu się nie chce grać, a trenerzy wystawiają, niby sprawdzając różne warianty, głębokie rezerwy, by dziwnym trafem na początku sezonu zagrać znanym wszystkim składem. Bo futbol kocha niespodzianki, a czasem skreślony przez wszystkich na starcie zespół gra naprawdę pięknie, jak Swansea, czy wcześniej Blackpool. Bo znów będą derby, a nic nie smakuje bardziej wykwintnie, niż pokonanie rywala zza miedzy. W samym Londynie będzie ciekawie – Arsenal, Chelsea, Tottenham, West Ham, Queens Park, Fulham.

Bo, wreszcie, będzie można pójść na dwa piwa przed meczem, by omówić ewentualny scenariusz, a potem na kolejne dwa – po meczu, żeby pogadać, dlaczego było zupełnie inaczej.

Czytaj więcej na moim blogu Ósmy Dzień Tygodnia TUTAJ.

Przemysław Rudzki (autor jest komentatorem Canal +).

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Data utworzenia:.

17 sierpnia 2012, 12:55.