Młody Polak trafił do “włoskiego raju”. “Zesłanie. Miejsce nie do życia”

Studia, zwłaszcza tak poważne jak prawo, to niecodzienna droga dla byłego piłkarza.

To od zawsze był “plan B”. Już w podstawówce mówili mi, że nadawałbym się na adwokata, bo broniłem rówieśników przed nauczycielami albo innymi uczniami. Pomaganie ludziom od strony prawnej zawsze mi się podobało.

Samo zakwalifikowanie się na studia prawnicze bywa trudne dla wielu osób. Ty naukę od najmłodszych lat musiałeś łączyć z regularnymi treningami w innych krajach. Zawsze dobrze radziłeś sobie z nauką?

Kiedyś nauka wychodziła mi bardzo łatwo, teraz chciałbym, by tak było. Powiem szczerze, że jest ciężko, a materiał do zapamiętania jest ogromny. Matura nie była dla mnie problemem, chociaż pisałem ją będąc piłkarzem włoskiego klubu.

Z Piotrem spotkaliśmy się tam, gdzie zaczęła się jego kariera — pod stadionem Widzewa Łódź
Z Piotrem spotkaliśmy się tam, gdzie zaczęła się jego kariera — pod stadionem Widzewa Łódź (Foto: Nina Stańczyk / Onet)

W jaki sposób w Anglii i we Włoszech uczęszczałeś do szkoły? Uczyłeś się w tamtejszych czy miałeś zajęcia zdalne z polskimi nauczycielami?

W Brighton chodziłem do dwóch szkół naraz — internetowej polskiej i stacjonarnej angielskiej. Do tego dochodziły korepetycje, za które jestem bardzo wdzięczny rodzicom. We Włoszech sam sobie płaciłem za naukę języka, a lekcje ponownie miałem zdalnie, by najlepiej nauczyć się pod maturę.

Jako 16-latek wyjechałeś do Brighton i spędziłeś tam dwa lata. Jak ci się wtedy żyło? Mieszkałeś w bursie?

W Anglii chyba tylko Manchester City ma bursę dla młodych piłkarzy. Preferuje się tam rodziny zastępcze, co moim zdaniem jest znacznie lepszym rozwiązaniem. Kluby płacą rodzinom za utrzymanie młodych piłkarzy, a te załatwiają wszystko, co potrzeba, jednocześnie mając oko na podopiecznych. Znam wiele przypadków, gdzie sportowcy w Polsce wpadali w bursach w złe towarzystwo.

Gdy żyjesz pod okiem dorosłych ludzi w obcym kraju, masz mniej możliwości zrobienia głupot z kolegami.

Dokładnie, zresztą z moimi rodzicami zastępczymi utrzymuję kontakt do dziś i byłem ich niedawno odwiedzić. Czasem aż było mi głupio, że robili tyle dla obcego chłopaka. Miałem wszystko umyte, wyprasowane, posprzątane. Mogłem w pełni skupić się na treningach i nauce.

Dalszy ciąg materiału pod wideo.

Jak radziłeś sobie z językiem w młodym wieku?

Bardzo dobrze. Miałem to szczęście, że mieszkałem już w Wielkiej Brytanii przez rok, gdy miałem sześć lat. Mój tata wyjechał do pracy do Londynu. Z językiem i sposobem życia Brytyjczyków obyłem się już wcześniej.

Jak na wyjazd zareagowali twoi rodzice? Domyślam się, że puszczenie 16-latka na drugi koniec Europy nie było łatwą decyzją.

Pożegnanie było trudne, ale mama wiedziała, że to moje marzenie od dziecka. Zawsze chciałem grać w Premier League. Tata wciąż mieszkał 100 kilometrów od siedziby klubu, więc w razie czego mógłby przyjechać. Rodzice najpierw poznali ludzi, którzy mają się mną opiekować, więc byli spokojniejsi. Wiele nas to kosztowało, ale podążałem za marzeniami.

Prawdziwa szkoła życia, dla młodego chłopaka.

Oprócz treningów piłkarskich, w Anglii uczono nas, by być po prostu dobrymi ludźmi. Wiadomo, że jedynie mały procent wychowanków akademii zostaje zawodowymi piłkarzami. Człowiekiem jest każdy i życie w społeczeństwie to bardzo istotny aspekt. A ze sportowcami wiadomo, różnie bywa. Wszyscy znają te stereotypy o mało inteligentnych piłkarzach. Tymczasem my mieliśmy nawet lekcje savoir-vivre.

Explore more:  NA ŻYWO. Real Madryt - Liverpool FC. Relacja i wynik meczu. Liga Mistrzów
  • Zobacz również: Kłopoty trapią Wisłę Kraków. Królewski ujawnia.
  • Transfer do dużego klubu, występy w młodzieżowej reprezentacji — wszystko układało się dobrze. Mimo to nie zaistniałeś w drużynie i masz tylko kilkanaście oficjalnych spotkań w juniorskich ligach. Co poszło nie tak?

    Kontuzje. Zamiast grać, musiałem się leczyć i rehabilitować. Najpierw miałem problem z plecami, potem zerwane ścięgno w nodze. Nie mogłem się pokazać, a sztab nie miał jak porównać mnie z innymi młodymi bramkarzami. A rywalizacja była duża, bo w moim roczniku był, chociażby Carl Rushworth, który właśnie zdobył mistrzostwo Europy do lat 21 z reprezentacją Anglii. Po dwóch latach wygasł mi kontrakt. Praktycznie całej mojej grupie wiekowej podziękowano, zostali jedynie najlepsi. Wiele osób płakało, wychodząc z gabinetu trenera, ale ja wiedziałem, że grałem za mało, by zostać. Jako jedyny ze zwolnionych zawodników trenowałem do końca kontraktu, bo chciałem, by to był jedynie przystanek w mojej karierze.

    Potem trafiłeś do Włoch.

    Najpierw byłem na testach w Spezii, w której obecnie jest Bartłomiej Drągowski, Przemysław Wiśniewski, Arkadiusz Reca i Szymon Żurkowski. Ja trafiłem na dziwny moment dla tego klubu, bo przyjechałem pod koniec sezonu, gdy praktycznie nie odbywały się żadne treningi. Potem chciało mnie Zagłębie Sosnowiec, ale stało się coś, czego nie umiem do dziś wytłumaczyć — dostałem informacje, że zainteresowany jest mną klub, w którym grałem jako dziecko, czyli Widzew Łódź. Spakowałem się i od razu wróciłem.

    Piotr Zalewski
    Piotr Zalewski (Foto: Prywatne archiwum)

    Ówcześnie drużyna grała w drugiej lidze?

    Tak, z pierwszym zespołem pojechałem na obóz przygotowawczy ze Zbigniewem Smółką. Gdy wróciliśmy, doszło nagle do zmiany szkoleniowca na Marcina Kaczmarka, więc wybory personalne pozostawił innym pracownikom. Ówczesny trener bramkarzy, który znał mnie od lat, powiedział mi prosto w oczy, że byłem najgorszym golkiperem, jakiego miał. Mnie zamurowało, koledzy z zespołu też nie dowierzali. Okej, mogłem mieć jakieś niedociągnięcia w chwycie po tej kontuzji, ale tak mocne słowa? Bardzo mnie to uderzyło i było mi wstyd przed resztą szatni.

    Wypowiadanie takich słów do juniora przed całą grupą nie jest zbyt pedagogiczne. Zderzenie z polską myślą szkoleniową. W Anglii dbano o twoją osobowość, a u nas zmieszanie z błotem.

    Chcę zaznaczyć, że nie mam żadnego żalu do klubu. Może trener miał gorszy dzień. Gdybym wtedy został w Widzewie jako bramkarz numer dwa, możliwe, że dziś wciąż byłbym piłkarzem.

    Ponownie spróbowałeś zagranicznych wojaży i trafiłeś do włoskiej Ambrosiany w Serie D.

    To było zesłanie. Nienawidzę tego okresu. To był mój pierwszy seniorski sezon, ale nic się nie zgadzało. Pieniądze ledwo starczały na przeżycie, a sam musiałem płacić za lekcje włoskiego. Nikt nie potrafił mówić po angielsku, więc rok minął na pokazywaniu “na migi”, co ode mnie chcą trenerzy i koledzy.

    Czyli nie przypadł Ci do gustu włoski styl? Życie blisko malowniczego jeziora Garda i Werony nie było dla Ciebie?

    Okolice faktycznie były piękne, ale to fajne miejsce na wakacje, a nie do życia. Nie podpasowali mi Włosi. Wszystko robią leniwie. Na kartę do banku musiałem czekać półtora miesiąca, sprawy urzędowe przedłużali do niewyobrażalnych długości. Na wszystko jest odpowiedź “piano, piano” i czas na sjestę.

    Explore more:  Dramatyczny zwrot akcji. Polacy w półfinale!

    A jak spisywałeś się na boisku, pierwszy raz grając z seniorami?

    Serie D to bardzo ciekawy twór, bo kariery kończy tam wielu doświadczonych piłkarzy z przeszłością na najwyższym szczeblu. Poziom jest naprawdę wysoki. Zagrałem 20 spotkań, czułem, że naprawdę odżywam. Rytm meczowy wrócił i broniłem ponad normę. Plany na grę w wyższych ligach przerwała, cóż za niespodzianka, kontuzja. Na treningu zerwałem ścięgno w palcu dłoni.

    Pech cię nie opuszczał.

    Paradoksalnie, cieszę się z tej kontuzji. To był luty 2020 r. Dostałem możliwość leczenia się w Polsce. Opuściłem Włochy kilka dni przed zamknięciem ruchu lotniczego przez pandemię. Chwilę później utknąłbym na długi czas w obcym kraju, bez najbliższych i nie potrafiąc nawet w komunikatywny sposób porozmawiać z kasjerką w sklepie. Na spokojnie przygotowywałem się do matury w domu.

  • Przeczytaj: Był w ukraińskim wojsku, będzie trenował Polaków. “Nie boję się już spać”.
  • Po niej nie wróciłeś ani do Włoch, ani do zawodowej piłki.

    Przyszedł czas ważnych decyzji. Zadzwoniłem do mojego menedżera Radka Matusiaka, któremu zawdzięczam bardzo dużo i który woził mnie po lekarzach w najgorszych momentach. Powiedziałem, że kończę karierę. Byłem zmęczony kontuzjami.

    Miałeś jeszcze propozycje z jakichś klubów?

    Mogłem się “bujać” po czwartych ligach, co pół roku wypadając przez kontuzje. To był po prostu najlepszy czas, by zakończyć grę w piłkę i iść z rówieśnikami na studia. Hobbistycznie grałem jeszcze w okręgówce, ale nie zgadniesz, co się stało.

    Kontuzja?

    Oczywiście.

    Myślałeś kiedyś nad powodami twoich urazów? Może gdzieś popełniałeś błąd w budowie mięśni albo diecie.

    Zawsze starałem się odżywiać i trenować na siłowni jak najlepiej. Jeśli gdzieś popełniono błędy, to w kwestii treningu w klubach. W Polsce mamy przeświadczenie, że zawsze dobrym pomysłem jest rzucanie juniorów na głęboką wodę. Grając w Widzewie, trenowałem z pięcioma rocznikami na raz. Mając te 14-15 lat musiałem bronić strzałów dorosłych ludzi. Przeciążenia, za duża eksploatacja i organizm nie wytrzymuje. Dopiero w Brighton dało o sobie znać to, że miałem przepukliny w plecach i uszkodzone dwie kości. Dodatkowo trenowaliśmy często na złych boiskach. Juniorzy są rzucani na boiska złej jakości, zbyt twarde dla kolan i pleców. Efekty pojawiają się po kilku latach, czyli w momencie wchodzenia do piłki seniorskiej.

    A leczenie w Brighton przebiegało pomyślnie? Aktualnie od ponad roku po kontuzji dochodzi tam do siebie Jakub Moder, choć zdrowy miał być już kilka miesięcy temu.

    Jego przypadek jest podobny do mojego kolegi Kiprasa Kazukolovasa. Też zerwał ścięgna w kolanie, miał operację w Anglii, a po pół roku musiał jeszcze raz mieć taką operację, bo pierwsza była źle zrobiona. W moim przypadku w Brighton postawiono dobrą diagnozę, a w Polsce tego nie potrafiono zrobić. Gdyby zrobiono to poprawnie za pierwszym razem, straciłbym znacznie mniej czasu.

    Pamiętasz, z jakim lub przeciwko jakiemu najbardziej znanemu piłkarzowi grałeś?

    Najbardziej znanym piłkarzem z mojej grupy młodzieżowej jest Ryan Longman, który aktualnie gra w Hull City, ale największe wrażenie robiły treningi z pierwszą drużyną. Dzięki temu miałem okazję oglądać aktualnego reprezentanta Hiszpanii Roberta Sancheza, jednego z najlepszych bramkarzy w australijskiej piłce Mathew Ryan.

    Explore more:  Wizyta u dentysty zamiast treningu

    Grałeś w reprezentacji Polski z Michałem Karbownikiem, Bartoszem Białkiem czy Mateuszem Boguszem. Masz jeszcze dobry kontakt z którymś z dawnym kolegów z kadry?

    Nie, gdzieś ten kontakt zanikł. Najbliższy kontakt miałem z Olafem Kobackim i Kubą Karbownikiem. Każdy poszedł w swoją stronę, ale śledzę rozwój chłopaków. Fajnie, że wystrzelił tak Michał Karbownik, bo ma na to papiery.

    Piotr Zalewski w meczu młodzieżowej reprezentacji Polski
    Piotr Zalewski w meczu młodzieżowej reprezentacji Polski (Foto: Prywatne archiwum)

    Jak aktualni znajomi ze studiów reagują na twoją karierę? Jest szok, gdy opowiadasz, że grałeś za granicą?

    Niektórzy myślą, że żartuję i nie chcą mi wierzyć, póki nie wpiszą mojego nazwiska w wyszukiwarkę. Sporo osób dopytuje o życie za granicą i zazdrości mi pobytu we Włoszech. Ja mam na ten temat inne zdanie.

    Patrząc na twoich aktualnych znajomych oraz tych dawnych z boiska, jakie masz zdanie na temat stereotypu o mało inteligentnych piłkarzach?

    Często się sprawdza, ale znałem też wielu bardzo inteligentnych graczy. Wielu z nich popełniło jednak błąd i chciałbym, by zabrzmiało to jak apel do młodego pokolenia. Moi koledzy do końca wierzyli, że będą zawodowcami i olewali naukę. Klapki na oczy, bo “będę gwiazdą”. Nie uczyli się do matury, nie próbowali pójść na studia i mieć awaryjną furtkę. Gdy zdarzyła im się sytuacja podobna do mojej, zostali z niczym. Choć mogliby spokojnie działać w korporacjach, muszą pracować fizycznie. Wiadomo, żadna praca nie hańbi, ale mimo wszystko lepiej zarabiać więcej w wygodnych warunkach.

    Teraz mieszkasz i studiujesz w Łodzi. Żyjesz “po studencku” czy udało Ci się cokolwiek odłożyć z kariery piłkarskiej?

    Oprócz studiowania pracuję też w kancelarii radcy prawnego. Pomagam w akademii Andrespolii, gdzie jestem asystentem trenera bramkarzy. Mogę sobie na to pozwolić, bo w Anglii zarobiłem fajne pieniądze w młodym wieku i nie wydałem ich na imprezowanie jak lokalni rówieśnicy.

    To o polskich piłkarzach mówi się, że często schodzą na złą drogę przez imprezy. W Anglii też jest ten problem?

    Spotęgowany. Wielu Brytyjczyków chodziło na imprezy, bo byli “wśród swoich” i nie mieli hamulców. Tam alkohol psuł im kariery. Ale najczęstszym demoralizującym zjawiskiem był hazard. Jak słuchałem w szatni, ile potrafią przepuścić w kasynach i na bukmacherce, łapałem się za głowę.

    Jaki był rekordzista?

    Zaczynało się od kwot dwustu, trzystu funtów. Tydzień później chwalili się, że przegrali tysiąc funtów. Pamiętam, że jeden przegrał 10 tys. Funtów (ponad 50 tys. Zł. — Przyp red.). Przypominam, że w większości byliśmy wtedy jeszcze nieletnimi chłopakami. Sodówka odbijała.

    Co jest największym plusem obecnego życia, w porównaniu do kariery bramkarza?

    Jestem blisko z mamą. Ja jestem bardzo rodzinnym człowiekiem. Gdy byłem dzieckiem, panicznie bałem się wyjeżdżać z domu. Śmiano się ze mnie, że nie będę piłkarzem, bo nie umiałem wytrzymać tygodnia na obozie bez rodziny. Potem mi to trochę przeszło, ale wciąż zawdzięczam mamie wszystko i mogę na nią liczyć w każdym kryzysie.

    A wadą?

    Trochę brakuje mi sportu. Rytmu treningowego, rzucania się za piłką i rywalizacji. Głód sportu zaspokajam grą w kręgle. Ostatnio bardzo się wkręciłem i często chodzę. Premier League wciąż oglądam.

    Piotr Zalewski
    Piotr Zalewski (Foto: Prywatne archiwum)

    Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

    Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

    Źródło:Przegląd Sportowy Onet.

    Data utworzenia:.

    13 sierpnia 2023, 15:41.

    Dziennikarz Przeglądu Sportowego Onet.

    Dziennikarz Przeglądu Sportowego Onet.