Marco Paixao: Śląsk zdobędzie mistrzostwo!

Ekstraklasa.

Po meczu z Jagiellonią w Pucharze Polski się popłakał. – Nawet Cristiano Ronaldo płacze, to żadna ujma. Jestem zwycięzcą, nienawidzę przegrywać – mówi napastnik Śląska Marco Paixao.

10 listopada 2013, 13:25..

| Aktualizacja 10 listopada 2013, 15:23.

Marco Paixao
Marco Paixao (Foto: Dawid Markysz / Edytor)

Marek Wawrzynowski: Dawno nie widziałem 29-letniego płaczącego faceta.

Marco Paixao: Tak, płakałem, nie ma co kryć.

Aż takie były emocje? Przecież przegraliście w Pucharze Polski z Jagiellonią.

Marco Paixao: Tak. Przyjechałem do Polski, żeby wygrywać trofea. Przegraliśmy, a ja nagle zdałem sobie sprawę z tego, że została nam tylko liga. Nie wiem, co się stało, nigdy wcześniej nie było tak. Nagle wszystko przeszło przez moją głowę i się rozpłakałem. Duże drużyny muszą wygrywać. A zostały nam tylko jedne rozgrywki. Zdałem sobie sprawę, że prawie wszystko stracone. Ja jestem zwycięzcą, nienawidzę przegrywać. Zresztą, nawet Cristiano Ronaldo płacze, więc i dla mnie to żadna ujma.

Podsumowanie 15. Kolejki: Legia mistrzem jesieni.

Więcej filmów obejrzysz w naszej specjalnej sekcji wideo!

To prawda. Podobno strasznie cięgnie pana na zachód.

Marco Paixao: Przyleciała do mnie dziewczyna, chciała zobaczyć obóz koncentracyjny Auschwitz-Birkenau. Ona uważa, że to jest jedna z tych obowiązkowych wycieczek, które musisz odbyć w życiu. Zresztą mam podobne zdanie. Wjechaliśmy na autostradę, ale w pewnym momencie zorientowałem się, że coś nie gra, bo zobaczyłem drogowskazy na Drezno i Monachium. Zamiast na wschód pojechaliśmy więc na zachód. Do Auschwitz wybraliśmy się następnego dnia. To tyle jeśli chodzi o zachód.

A ewentualny transfer?

Marco Paixao: Cały czas słyszę, że ktoś pytał, ale mam kontrakt.

Myślałem, że minie się pan z bratem. Flavio przyjdzie do Śląska a pan odejdzie.

Marco Paixao: Nie wiem nic na ten temat. Oczywiście chciałbym, żeby przyszedł. To by było dobre rozwiązanie. I dla niego, i dla Śląska, i dla polskiej ligi. Ale nie chcę się wypowiadać na ten temat, bo ja to ja, a on to on.

Explore more:  Czołowy szachista świata na wojnie z Rosją. "Nawet tutaj gram"

Ale podobno nie zawsze było to tak oczywiste.

Marco Paixao: Faktycznie, dla kogoś z zewnątrz kiedyś byłoby problemem odróżnienie nas. Zawsze nosiliśmy takie same ubrania, takie same buty i mieliśmy takie same fryzury. Dramatyczne zresztą. Nie pamiętam, ale mama założyła nam chyba kaski na głowy i pod te kaski cięła, co wystawało. Fatalne. A do tego mamy takie samo poczucie humoru, zawsze wszędzie chodziliśmy razem. Ale każdy ma swoją osobowość.

Pana kariera przypomina drogę, na której postawiono objazd. W Porto droga się zamknęła, a potem jechał pan naokoło aż na Cypr, stamtąd do Wrocławia. A teraz, jeśli wierzyć portugalskiej prasie, może nawet zagrać w kadrze narodowej.

Marco Paixao: Marzę o tym. Zawsze marzyłem. Najpiękniejszą rzeczą w życiu jak i w futbolu, jest dotrzeć do celu, który sobie zakładasz. Czy zajmie ci to 10 lat, 15, czy 30. Jeśli chodzi o kadrę – w klubie gram dobrze, strzelam gole, zaczyna być o mnie głośno. Myślę o tym powołaniu, wierzę w to, że je dostanę. A jeśli chodzi o porównanie do drogi z objazdem, to między Porto a Cyprem też żyłem, funkcjonowałem, nabierałem doświadczenia. To nie jest czas, który wykreślam ze świadomości. Zdobyłem wizję i siłę do tego, by robić karierę. Wszystko, czego się nauczyłem w tym okresie, teraz procentuje. Ostatnie dwa lata mam świetne i to jest efekt tego, co stało się w tym okresie, który pan nazywa straconym.

Trwało to jednak długo. Za długo.

Marco Paixao: Takie jest życie. W różnym wieku się dojrzewa. Jeden jako osiemnastolatek, drugi nigdy, a ja w wieku 26 lat. Wcześniej miałem inną mentalność. Miałem też złych agentów, fatalnych doradców. Gra w Szkocji i Iranie zmieniła moje myślenie. Nie jestem już taki, jak kiedyś. Miałem taką postawę, że jak mi nie idzie, to mam pretensje do kolegów, dlaczego nie podają mi piłki, dlaczego to, dlaczego tamto. Wszystkich wina, ale nie moja. Zmieniłem się, teraz myślę pozytywnie.

Wstąpił pan do jakiejś grupy religijnej?

Marco Paixao: Nie, ta przemiana dokonała się we mnie. Uznałem, że jeśli będziesz się na coś skarżył, nigdy nic nie osiągniesz. Jeśli będziesz pozytywny, możesz zrealizować marzenia. Nie było tak, że wstałem z łóżka rano i powiedziałem: „Teraz się zmienię”. To był proces, który trwał trzy lata, które spędziłem w Szkocji i w Iranie. W Szkocji byłem samotny, czułem że wiele osób mnie nie akceptuje, chcą mnie zdołować, dokopać mi. Nie wiem, dlaczego ludzie mają problem. Dlatego nie chcieliśmy dłużej być w Szkocji. Kiedy doświadczasz nienawiści wobec siebie, stajesz się silniejszy. Dziś nic nie może mi zaszkodzić, wytrącić z równowagi. Jestem nastawiony na sukces. Ta postawa jest efektem tego, że dorosłem. Również Iran był mocnym przeżyciem. Sposób, w jaki funkcjonują, traktują kobiety, dla ludzi wolnych jest straszny i bardzo trudny. Zobaczyłem jak żyją inni, postanowiłem że nie mam powodów do narzekania. Powiedziałem sobie: „Ok, nadszedł czas by rozpocząć karierę piłkarską”.

Explore more:  PŚ: Włoszczowska tym razem poza trójką

Czyli zaczął pan karierę jako 27-latek. Późno.

Marco Paixao: Na wszystko jest odpowiedni czas i właśnie wtedy nadszedł mój czas. Potem na Cyprze trener Nikos Kolompourdas powiedział mi: „Słuchaj, zacznij traktować trening poważnie, koncentrować się na ćwiczeniach. Wtedy możesz być naprawdę zawodnikiem wysokiej klasy, możesz pójść do najlepszych klubów w Europie”. To też była rada, która zmieniła moje życie.

Przepraszam, że wracam do wieku, ale miał pan już swoje lata wtedy…

Marco Paixao: Ale wiek naprawdę nie ma znaczenia, jeśli masz dobre podejście. Nigdy nie jest za późno na zmianę. Od tego momentu zacząłem patrzeć na trening inaczej. Zresztą, jeśli pada pytanie, czemu nie strzelałem wcześniej tylu bramek, musimy pamiętać, że w Szkocji i Iranie grałem jako skrzydłowy. Wymyślił to menedżer Hamilton Billy Reid. W Szkocji na środku ataku potrzebowali wielkiego dwumetrowego gościa, który umie się przepchnąć i walnąć bramkę głową. „A ty masz szybkość i technikę, więc zagrasz na boku” – powiedział Reid. Na Cyprze wróciłem do swojej starej pozycji. Powiedziałem trenerowi, że tu będę znacznie bardziej przydatny. I tak się stało. Jestem urodzonym snajperem. Tak grałem w Hiszpanii i w Porto.

W pierwszym zespole pan nie zagrał.

Marco Paixao: Niestety nie dostałem szansy. Spędziłem tam rok, ale widziałem z bliska wiele gwiazd, grałem z chłopakami, którzy weszli do pierwszego zespołu. Zabawne, bo mój ojciec był wielkim fanem Sportingu Lizbona. Zresztą ja też. Jak byłem dzieciakiem, jeździliśmy na mecze. To jakieś 30 kilometrów od nas. W zespole grał Andrzej Juskowiak, ale za bardzo go nie pamiętam. Wiadomo, że Sporting i Porto to inne światy, ale oferta z Porto była wielkim wyzwaniem. Przerwałem wtedy studia na drugim roku. Marketing, public relations i reklama. W Porto nie wyszło. Musiałem cofnąć się i rozpocząć z niższego pułapu, gdzieś w trzeciej lidze hiszpańskiej.

Explore more:  Pierwsza porażka Chelsea. Sędzia nie bez winy

Aż w końcu znalazł się pan w Polsce, gdzie poważni zagraniczni piłkarze rzadko trafiają.

Marco Paixao: To dobra liga z dobrymi piłkarzami.

To iluzja, europejskie puchary nas weryfikują jako kraj słaby piłkarsko.

Marco Paixao: Ok, ale przykład – w tym roku moim zdaniem ktoś nie chciał, żeby Śląsk grał w Lidze Europy. W Sewilli załatwił nas jeden facet. Nazywał się… Niech sobie przypomnę. Sędzia! On im bardzo pomógł, dla mnie nie ma co do tego wątpliwości. Wykartkował nas, wyeliminował mnie, Dado i Dudu. Gdybyśmy grali normalnie, uczciwie, moglibyśmy wygrać.

Ale w dwumeczu było przecież 1:9.

Marco Paixao: Jak ktoś się zna, to wie, że ten wynik nie odpowiada temu, co działo się na boisku. W rewanżu nie zagrałem ja, Dudu, Dado (Stefanović – mw).

Zawsze są jakieś kartki albo kontuzje, nie można się tym tłumaczyć.

Marco Paixao: Ok, ale my nie mamy takiej szerokiej kadry. Zresztą wystarczy zobaczyć, za co dostawaliśmy kartki i czy były one zasłużone. Ja za kopnięcie piłki po gwizdku, choć wcześniej piłkarze Sevilli robili to pięć razy i żaden nie dostał kartki. Moim zdaniem mogliśmy wygrać. Co, coś nie tak? Może pan myśleć, że jestem wariatem. Ok, niech będzie, mogę być wariatem.

Pan strzela, ale Śląsk jest, jak to się mówi, jak winda albo spławik. Góra, dół, góra dół, bez stabilnej pozycji.

Marco Paixao: To oczywiste, że powinniśmy być wyżej, ale poczekajmy na koniec sezonu. Ja uważam, że zdobędziemy tytuł.

Nie gracie jak mistrzowie.

Marco Paixao: To pana opinia, moja jest inna. Wiadomo, że możemy sporo poprawić. Teraz zresztą myślimy już tylko o lidze. Myślę, że zdobędziemy ten tytuł.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Data utworzenia:.

10 listopada 2013, 13:25..

Dziennikarz Przeglądu Sportowego Onet.

Dziennikarz Przeglądu Sportowego Onet.