Maja Chwalińska błyszczy w wimbledońskim turnieju juniorek

Tenis.

W drugiej rundzie młodzieżowego szlema w Londynie Maja Chwalińska pokonała 6:1, 6:4 mistrzynię Australian Open Ukrainkę Martę Kostiuk. Ale ma apetyt na więcej.

11 lipca 2017, 21:38..

| Aktualizacja 12 lipca 2017, 00:01.

Maja Chwalińska
Maja Chwalińska (Foto: Bartosz Gębicz / Przegląd Sportowy)

Leworęczna piętnastolatka z Dąbrowy Górniczej robi furorę na wimbledońskiej trawie. Wczoraj na korcie numer 7 gładko pokonała jedną z faworytek turnieju i zaprezentowała wszechstronny, ułożony, ładny dla oka i sprytny tenis.

– Mogłam wygrać wyżej, prowadziłam w drugim secie 5:1 i 40-15, a niewiele brakowało, by ten mecz mi się wyślizgnął. Zrobiło się 5:4 i mogło być naprawdę różnie. Trochę za bardzo się w pewnym momencie cofnęłam. Moja rywalka też jednak grała wspaniale. Była jednak ode mnie o rok młodsza i przed nią też na pewno jest ciekawa przyszłość – opowiadała nam Chwalińska. Dodała, że Kostiuk to szalona dziewczyna, która potrafi się na siebie denerwować nawet na rozgrzewce. Maja starała się zachować spokój. Przed meczem w dobry nastrój wprowadza ją zwykle muzyka, ale tym razem jej nie słuchała, bo rozładował się telefon. Po raz pierwszy dowiedziała się też, co w Londynie znaczy słowo deszcz. Już prawie wychodziła na kort, ale została cofnięta. – Wtedy tylko można siedzieć z ręcznikiem no nogach i czekać – śmiała się. To oczekiwanie trwało pół godziny,.

Rozmawialiśmy w treningowym kompleksie Aorangi Park, gdzie juniorzy dostali swój players lounge i trochę miejsca, by wypocząć po meczach. Lało, Maja po całym dniu była już zmęczona, ale z jej twarzy nawet na chwilę nie schodził uśmiech. Nasza młoda tenisistka jest dużo niższa od większości rywalek, ale przewyższa je tenisowym IQ i ma od nich o niebo więcej serca do gry.

Explore more:  miami soccer schedule

– Porównują mnie do Agnieszki Radwańskiej, ale ja gram przecież zupełnie inaczej niż ona. Nie jestem Agnieszką, jestem sobą, jestem Mają – opowiadała młoda tenisistka. Wyczucie i zrozumienie trawy ma jednak podobne jak nasza mistrzyni. We wtorek w szatni spotkała Garbine Muguruzę, a w drodze na mecz Coco Vandeweghe.

– Wimbledon wydaje mi się taki wspaniały, cudowny, bajkowy. Zupełnie nie przypomina miejsc, w których na co dzień trenuję i rywalizuję. Mam nadzieję, że kiedyś zagram tu na korcie centralnym – mówiła, gdy razem z tatą pakowała torby do wielkiego turniejowego Land Rovera i jechała przenocować na uniwersytet w Roehampton. Zwykle lata na turnieju Wizzairem, po Londynie podróżuje wielkim SUV-em. W kolejnym meczu zmierzy się z Amerykanką Ann Li. I na pewno da się jej we znaki…

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Źródło:PrzegladSportowy.Pl.

Data utworzenia:.

11 lipca 2017, 21:38..

Dziennikarz Przeglądu Sportowego.

Dziennikarz Przeglądu Sportowego.