Lebiediew: Pokonam Kołodzieja. Potem adoptuję syna

– Przegrana z Pawłem Kołodziejem byłaby katastrofą, ale do niej nie dojdzie – zapowiada w rozmowie z “PS” Denis Lebiediew, mistrz świata federacji WBA w wadze junior ciężkiej.

27 września 2014, 14:00..

| Aktualizacja 28 września 2014, 14:23.

Denis Lebiediew
Denis Lebiediew (Foto: AFP/East News)

Zanim wyjdzie na moskiewski ring, tradycyjnie założy koszulkę w paski, niebieski beret i kostium żołnierza rosyjskich wojsk powietrzno-desantowych (WDW). W sobotę Denis Lebiediew, mistrz świata WBA wagi junior ciężkiej, stanie do walki z polskim pretendentem Pawłem Kołodziejem. 35-latek pragnie zwyciężyć, a za zarobione pieniądze kupić większe mieszkanie i adoptować bratanka, którego ojciec zmarł w dramatycznych okolicznościach. Przed kolejną walką Lebiediew chciałby powrócić do Los Angeles, by doskonalić warsztat pod okiem Freddie’ego Roacha, a od czasu do czasu wybrać się na mecz Kings, w Staples Center podziwiając hokej i… Boks na najwyższym poziomie.

Przemysław Osiak: Ciało żołnierza złożono w kostnicy. Po chwili rozlega się stukanie w drzwi. “Chłopaki, przecież ja żyję!” “Żyjesz? No to kładziemy cię na stół operacyjny!” Rosyjskim dziennikarzom opowiedział pan prawdziwą historię czy anegdotę?

Denis Lebiediew: Żadna anegdota! O ile dobrze pamiętam, zdarzyło się to w Czeczenii. Znam tego człowieka. Żyje, nagrodzono go gwiazdą Bohatera Federacji Rosyjskiej, a dziś wykłada w szkole oficerskiej. Jeśli zadzwoni pan do mnie po walce, podam jego nazwisko.

≫> Obawy o doping rywala przed walką Włodarczyka.

W sobotę zgodnie z tradycją wejdzie pan do ringu przy utworze “Siniewa” (Błękit), nieoficjalnym hymnie rosyjskich wojsk powietrzno-desantowych?

Denis Lebiediew: Oczywiście. W 2008 roku wznawiałem karierę po czteroletniej przerwie. Przed swoim drugim debiutem, bo tak to trzeba nazwać, poznałem tych chłopaków. Wracałem do boksu w Czechowie, gdzie znajduje się jednostka specjalna WDW. Generał obchodził akurat urodziny i to miał być dla niego prezent. Chłopaki poprosili mnie, bym wszedł do ringu w stroju desantowca, przy “Siniewej”. Zgodziłem się. Po walce to ja podszedłem do nich i poprosiłem o pozwolenie, by zakładać niebieski beret i koszulkę w paski przed każdą walką. Nikt nie miał nic przeciwko.

Kołodziej: Będę wbijał lewy sierpowy w Lebiediewa.

Więcej materiałów wideo znajdziesz na wideo.Przegladsportowy.Pl.

Pańskie córki wciąż nucą ten utwór?

Denis Lebiediew: Wszystkie trzy córki słuchają piosenek, które puszczam im w samochodzie. I każdą z nich znają na pamięć. To nie tylko utwory Niebieskich Beretów (zespół reprezentacyjny WDW – przyp. Red.), Ale i grupy Lube oraz Nikołaja Jemielina. Słuchamy piosenek o kraju, ojczyźnie, o mamie, tacie, rodzinie.

Explore more:  Elita nie dla Polek, Radwańska i Rosolka zawiodły

Desantowców nazywa pan elitą rosyjskich wojsk, chwali ich za męstwo, ale i pan nieprzypadkowo posiada legitymację honorowego członka WDW. Wystarczy spojrzeć na zdjęcia z ubiegłorocznej walki przeciwko Guillermo Jonesowi.

Denis Lebiediew: Bez dwóch zdań. I powiem panu więcej. Oczywiście nigdy nie służyłem w WDW, ale wewnątrz, w duszy, jestem zaprawionym w bojach desantowcem. Brakuje mi tylko pierwszego skoku ze spadochronem. Co roku planuję to zrobić, lecz bliscy obawiają się, że coś mi się stanie i ucierpię na tym jako pięściarz. Znowu się nie udało. Drugiego sierpnia, w dniu święta WDW, zostało mi tylko obdzwonić wszystkich chłopaków i złożyć im serdeczne życzenia.

Miłośnicy czarnego humoru żartowali, że w trakcie pojedynku z Jonesem zaczęła panu wyrastać druga głowa. A po walce, jak gdyby nigdy nic, wrócił pan do hotelu. Naprawdę nie było nikogo, kto krzyknąłby: “Denis, do lekarza!”?

Denis Lebiediew: Niestety, tak było. Oglądałem piłkę w telewizji, nie mogłem zasnąć. Rano zacząłem odbierać telefony od bliskich. Pytali o samopoczucie, o adres szpitala. Gdy odpowiedziałem, że siedzę w pokoju hotelowym, nie miałem już wyjścia. Pomogli mi znajomi Nikity Siergiejewicza Michałkowa (słynny reżyser jest częstym gościem na galach bokserskich w Moskwie – przyp. Red.). Dzięki nim już godzinę później oglądał mnie lekarz.

Nie wpadł pan na taki pomysł, spoglądając w lustro po zakończeniu walki?

Denis Lebiediew: Założono mi szwy w miejscu rozcięcia, a nad resztą się nie zastanawiałem. Wie pan, nie martwiłem się wtedy kontuzją, ale czym innym. Myślałem, jak trudno jest się rozstać z pasem i jaka to szkoda, że zwycięstwo wymknęło mi się z rąk.

Stracił pan tytuł WBA wagi junior ciężkiej [wrócił on do Lebiediewa po dyskwalifikacji Jonesa za doping], ale w szpitalu czekała pana nagroda. Zadzwonił sam Władimir Putin.

Denis Lebiediew: Natychmiast zerwałem się na nogi i stanąłem na baczność. Z prezydentem rozmawiałem po raz pierwszy w życiu. Mam nadzieję, że nie po raz ostatni.

O pracy pana opiekunów w trakcie potyczki z Jonesem nie można powiedzieć nic dobrego, ale do ludzi z narożnika miał pan też pretensje po świetnej, zdaniem większości widzów niesłusznie przegranej, konfrontacji o tytuł WBO z Marco Huckiem w Berlinie. Dlaczego?

Denis Lebiediew: Źle zachowałem się w końcówce pojedynku. Stało się tak, bo nikt nie powiedział: “walczysz w obcym kraju, przyciśnij, musisz wygrać wyraźnie”. Usłyszałem coś odwrotnego: “wszystko w porządku, wygrywasz na punkty, nie angażuj się za bardzo, nie narażaj się na cios”. Nikogo nie chcę jednak obarczać winą. Sam powinienem był mieć wbite do głowy, że przecież walczę na terenie rywala.

Explore more:  Żużel: MrGarden Grudziądz zdaniem Jacka Gajewskiego ma szansę na play offy

Nawiązanie współpracy ze słynnym Freddie’em Roachem, współautorem olbrzymich sukcesów Mannyego Pacquiao, oznacza koniec kłopotów?

Denis Lebiediew: Czuję, że dzięki niemu wzbogacam pięściarski warsztat. Z drugiej strony żałuję, że niektórych rzeczy dowiedziałem się dopiero teraz, w wieku 35 lat. Mimo wszystko jestem zadowolony, bardziej niż kiedykolwiek. Liczę na to, że z Freddie’em w USA będę mógł trenować już na stałe, choć pewności nadal nie mam.

Jako pasjonat hokeja, wybrał się pan na mecz Los Angeles Kings?

Denis Lebiediew: Byłem na meczu NHL kilka miesięcy temu, gdy trenowałem przed odwołanym rewanżem z Jonesem. To znakomita rozrywka. W ciągu dziesięciu minut obejrzałem trzy bójki i oczywiście nie liczę innych spornych sytuacji. Lubię walki w hokeju, ale usprawiedliwiam je tylko wtedy, gdy faktycznie jest się o co bić. Gdy nie ma powodu, każdy “tough guy” powinien ponieść karę.

Zawiódł się pan na Sbornej podczas igrzysk w Soczi?

Denis Lebiediew: Nie, nasi hokeiści mnie nie rozczarowali. Mamy świetny zespół, jednak sport jest taki, jaki jest. Możliwy jest każdy wynik. Rozczarowują mnie jedynie piłkarze. Biorąc pod uwagę zarobki, ich podejście do treningów jest, delikatnie mówiąc, nieodpowiednie.

Zgodzi się pan, że przed starciem z Pawłem Kołodziejem należy pana umieścić na pozycji wyraźnego faworyta?

Denis Lebiediew: Nie będę się z panem kłócił. Nie jestem aż tak pewny siebie, jak mogłoby się komuś wydawać, lecz nie ma innej opcji niż zwycięstwo. Przegrana byłaby katastrofą, ale do niej nie dojdzie.

Dlaczego Polak może panu zagrozić?

Denis Lebiediew: Nieźle się rusza, często operuje lewym prostym…

A wzrost? Jest wyższy o trzynaście centymetrów.

Denis Lebiediew: Paweł nie osiągnie tego powodu przewagi. Zajmuję się boksem tak długo, że walczyłem i wygrywałem już z wieloma przeciwnikami o jego wzroście.

Liczy pan na podwójne rosyjskie zwycięstwo w Moskwie, czy za Grigorija Drozda, który spróbuje odebrać tytuł WBC wagi cruiser Krzysztofowi Włodarczykowi, nie może pan ręczyć?

Denis Lebiediew: Życzyłbym sobie, by sobotni wieczór był dla Rosjan świętem w stu procentach. Aby tak się stało, potrzebujemy dwóch zwycięstw.

Explore more:  Rajd niczym Diego Maradona. Zobacz!

Drozd okaże się dla Włodarczyka bardziej wymagającym rywalem niż Rachim Czakijew?

Denis Lebiediew: Będzie bardziej wymagający, a przede wszystkim mądrzejszy. W tym słowie zawiera się wszystko.

To prawda, że trenerzy ze Starego Oskoła, gdzie się urodziliście, większa karierę wróżyli pana starszemu bratu Jegorowi?

Denis Lebiediew: Tak. Ja na początku zajmowałem się gimnastyką. Gdy zapisałem się na boks, Jegor cieszył się lepszą opinią trenerów. Gdybym zrezygnował, specjalnie by się nie zmartwili.

Jednak to pan odniósł sukces. Brat nieoczekiwanie zmarł. Wyszedł na spacer z synkiem, upadł i już nie wstał. Czytałem, że chce pan adoptować bratanka.

Denis Lebiediew: Zapytał pan o to w dobrym momencie. Danił ma dziesięć lat, zaczyna dorastać. Potrzebuje ojca. Zamierzam wziąć go do siebie jeszcze w tym roku. Rozmawiałem z jego mamą. Nie ma nic przeciwko, podobnie jak moja żona. Jedyny problem polega na tym, że żyjemy w niewielkim mieszkaniu. Cóż, wszystko w moich rękach. Muszę zarabiać, by kupić większe lokum.

W pierwszej zawodowej walce miał pan obiecane 50 dolarów za rundę. Za trzecią podobno dostał pan już 1000 dolarów. Zarobki przestały rosnąć, skoro w 2004 roku, po trzynastu pojedynkach, na cztery lata skończył pan z boksem?

Denis Lebiediew: Nie mogłem liczyć na takie pieniądze, które pozwoliłyby utrzymać rodzinę. A byłem już żonaty i urodziła mi się pierwsza córka.

Podjął się pan pracy ochroniarza, pilnował transportu luksusowych towarów, strzegł bezpieczeństwa bogatych ludzi. Chodził pan z bronią?

Denis Lebiediew: Dochodziło do różnych sytuacji, ale dzięki Bogu nic strasznego się nie wydarzyło. Broni nie musiałem ze sobą nosić, ta działka należała do kolegów. Ja mogłem liczyć jedynie na własne pięści.

W celach zawodowych jeździł pan między innymi do Jałty. Będąc na Krymie miał pan poczucie, że półwysep powinien należeć do Rosji?

Denis Lebiediew: Nie miałem wrażenia, że przebywam w obcym kraju. Czułem się tam, jak w domu. A dziś nie mieści mi się w głowie, że nas, Słowian, skłócono, a brat poszedł na brata. Na Ukrainie do dziś mam wielu przyjaciół. Wszyscy mamy nadzieję, że konflikt niebawem się zakończy, a pokój zapanuje nie tylko na Krymie.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Źródło:PrzegladSportowy.Pl.

Data utworzenia:.

27 września 2014, 14:00..

Dziennikarz Przeglądu Sportowego.

Dziennikarz Przeglądu Sportowego.